Bonjour,

dzisiejszy wpis powstał w ramach projektu Klubu Polki na Obczyźnie – Pierwszy Dzień w Nowym Kraju.

Od mojej przeprowadzki do Lyonu minęło ponad 1,5 roku, ale dzisiaj chciałabym wrócić do mojego pierwszego dnia we Francji.

Pamiętam dosyć dobrze ten dzień 24.07.2015, kiedy kilka dni po obronie magisterki w moim Poznaniu, w dwie walizki musiałam spakować całe moje dotychczasowe życie. Pamiętam rodziców i siostrę, którzy ze smutkiem w oczach czekali ze mną na autobus do Lyonu. Chyba nigdy nie przyjmowali na serio informacji, że w końcu podejmę decyzję o przeprowadzce.

Pamiętam też milion myśli, które miałam w momencie podróży i milion pytań odnośnie tego jak poradzę sobie w nieznanym kraju (znanym jedynie z krótkich pobytów wakacyjnych). Nie wiedziałam co mnie czeka. Próbowałam przygotować się do tej zmiany, czytałam informacje na forach, stronach internetowych dotyczących życia we Francji, rozmawiałam z moim chłopakiem, ale do takiej zmiany nie da się przygotować – trzeba się przekonać na własnej skórze.

Z drugiej strony wiedziałam, że ten dzień musi nadejść. Po 3 latach związku na odległość z Francuzem, wybór Francji był jedną z dwóch opcji, które wtedy mieliśmy jeśli chcieliśmy kontynuować związek. Drugą była przeprowadzka mojego chłopaka do Polski, ale ze względu na to, że miał już wtedy pracę we Francji – to ja zdecydowałam się podjąć wyzwanie i zacząć nowe życie we Francji.

22-godzinna podróż busem była chyba jedną z najdłuższych jakie miałam. Nie tylko ze względu na czas i odległość, ale to że nie wiedziałam co będzie dalej. Wiedziałam, że czeka na mnie mój chłopak, mieszkanie wynajęte przez niego krótko przed moim przyjazdem, które będziemy musieli wspólnie  urządzić. W tamtym momencie nie miałam jeszcze pracy – jechałam trochę w ciemno – za uczuciami.

Na francuskiej granicy mieliśmy kontrolę i francuska policja przyczepiła się do jakichś dokumentów (zatrzymując bus na dobrą godzinę), które później okazały się prawidłowe. I znowu myślę sobie – ta podróż chyba nigdy się nie skończy.

Ale w końcu udało się – wczesnym popołudniem dotarłam do słonecznego Lyonu. Tam czekał już na mnie mój chłopak a wokół tłum ludzi rozmawiających w języku, który jeszcze wtedy bardzo słabo znałam. Z jednej strony wielka radość a z drugiej strach przed nieznanym. Po męczącej podróży dotarłam w końcu do pięknego miasta i do praktycznie pustego mieszkania – a z tym zaczął się nowy etap mojego życia, który trwa do teraz.

Pierwszy dzień we Francji z perspektywy czasu.

Wspominąc pierwszy dzień w nowym kraju, mimo wielu pytań i niewiadomych towarzyszących mi w przeciągu ostatniego roku, nie żałuję mojej decyzji.

Ostatnie 1,5 roku było dla mnie czasem dostosowania się do nowego środowiska, nauki języka, zdobywania nowych kwalifikacji, szukania własnego miejsca w tym kraju.

Był to trudny czas. Wielokrotnie zadawałam sobie pytanie czy dobrze zrobiłam. Przecież mogłam zostać w Polsce i tam spokojnie pracować, często widywać się z rodziną. Wielokrotnie słyszałam też komentarze różnych osób, które mówiły, że nie dam sobie rady… Była to walka na dwa fronty – z jednej strony z tym, co myślą inni a z drugiej z własnymi uczuciami.

Teraz wiem, że był to dobry wybór. Jestem z ukochaną osobą, która mnie wspiera z całych sił. Po 1,5 roku wyrzeczeń, kursów, rozczarowań znalazłam pracę w dziedzinie, w której ukończyłam studia – mimo, że wiele osób mówiło, że z polskim dyplomem nie ma szans. Dużo się nauczyłam, przekroczyłam granice, która początkowo wydawały się nie do przekroczenia. I w końcu mogę powiedzieć, że jestem szczęśliwa.

Pozdrawiam serdecznie,

Polka w Lyonie

 

 

 

Reklamy