Bonjour!

Moja francuska historia rozpoczęła się 12 stycznia 2012 roku. W jednym z poznańskich klubów spędzałam czas z dwójką znajomych: kolegą ze studiów i przyjaciółką, z którą znam się z organizacji studenckiej.

Impreza organizowana była z myślą o osobach, które przyjechały do Poznania w ramach programu Erasmus, więc w klubie znajdowało się sporo osób różnych narodowości. Było już dosyć późno, lekko już zmęczeni siedziliśmy na jednej z kanap i rozmawialiśmy. Nagle podszedł do nas chłopak: ciemne włosy, średniego wzrostu o niebieskich oczach i po angielsku, grzecznie zapytał mojego kolegę czy może ze mną zatańczyć. Kolega był trochę zdziwiony, ale zgodziłam się, dlaczego nie.

Udałam się więc z nieznajomym na parkiet, gdzie zaczeliśmy rozmawiać. Okazało się, że jest Francuzem i rozpoczął właśnie drugi semestr Erasmusa na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu. Dobrze nam się rozmawiało, ale impreza dobiegała końca i poproszono uczestników o przygotowanie się do wyjścia. Kiedy tylko to usłyszałam, skierowałam się w stronę znajomych, żeby wspólnie z nimi opuścić lokal. Nie pomyślałam nawet o Francuzie, z którym chwilę temu rozmawiałam. Nagle mój kolega zatrzymał Francuza i mnie i zasugerował, że może warto byłoby wymienić się numerami telefonów. Hmm chwilę się zastanowiłam, ale stwierdziłam, że jest całkiem sympatyczny, więc dlaczego nie. Nie wiem dlaczego, ale nie podałam mu mojego prawdziwego imienia, tylko wymyślony przeze mnie odpowiednik angielski 😀 (Nie mógł mnie później znaleźć na żadnym portalu społecznościowym). Po wymianie numerów każde z nas rozeszło się w swoim kierunku.

Tak naprawdę nie liczyłam na to, że historia ta będzie miała ciąg dalszy. Ku mojemu zdziwieniu, dwa dni po imprezie Francuz do mnie zadzwonił z propozycją spotkania. Jako, że byłam akurat w trakcie sesji egzaminacyjnej, zbyłam go mówiąc, że nie mam za bardzo czasu i poprosiłam, żeby zadzwonił później. Zadzwonił oczywiście.

Spotkaliśmy się w jednej z poznańskich kawiarni i od razu znaleźliśmy tematy do rozmowy, zapominając o tym, że należałoby coś zamówić (kelnerka podchodziła do nas trzy razy, żeby przyjąć zamówienie, a my byliśmy tak zajęci rozmową, że nie mieliśmy czasu, żeby dokonać zamównienia).

Tak rozpoczęła się moja francuska historia, której kolejne etapy przedstawię w kolejnych wpisach.

SAM_2803
Ja z moim Francuzem.

 

Pozdrawiam serdecznie!

Polka w Lyonie

 

 

Reklamy